Pokój podpisany stenograficznie

Dwudziesty ósmy prezydent USA, Woodrow Wilson, zasłużony dla polskiej niepodległości polityk, znany był ze swojej stenograficznej pasji. Pisał systemem Grahama, "ulepszoną" wersją stenografii Pitmana. Korzystał z niej codziennie w prywatnych notatkach. Opanował tę sztukę jeszcze na studiach i wtedy też zamówił sygnet z wyrzeźbionym w kamieniu imieniem i nazwiskiem zapisanym stenograficznie. Już jako prezydent zatrudniał w swoim biurze najlepszych stenografów w kraju - zwycięzców konkursów szybkiego pisania.

Prawdopodobnie przemówienie
dotyczące 14 punktów Wilsona

W styczniu 1918 roku przedstawił w Kongresie USA cele, jakie Stany Zjednoczone winny zrealizować przystępując do I Wojny Światowej. Tezy te znane są dziś jako 14 punktów Wilsona i stały się podstawą traktatu wersalskiego. Mało kto, a właściwie nikt nie jest świadom ciekawostki, jaką wygrzebał pewien pasjonat. Otóż Woodrow Wilson, użył pieczęci z sygnetu pod traktatem wersalskim, najważniejszym dokumentem tamtego czasu.

Powiększ, żeby przeczytać.

Sensacji oczywiście nie przegapili dziennikarze. Wtedy nie było telewizji, więc można było sobie pozwolić na wyszukiwanie naprawdę ciekawych tematów.

Jakaż szkoda, że na tej reprodukcji
nie widać rysunku pieczęci Wilsona!
Artykuł zwraca uwagę na ewenement: prezydent Wilson zapieczętował podpis sygnetem ze swoim imieniem i nazwiskiem zapisanymi stenograficznie - to była jego osobista, prywatna pieczęć. A miał przecież na stanie również swoją pieczęć urzędową, państwową, której powinien był użyć. Czy zaznaczał w ten sposób fakt, że Kongres USA odrzucił traktat i właściwie podpisywał się pod nim nie w pełni reprezentując Stany Zjednoczone? Artykuł z epoki wyjaśnia to inaczej. Otóż jest to pozostałość po czasach średniowiecza, urzędowe pieczęci składano na końcu dokumentu, ale ratyfikują traktat osoby jako takie i winny pieczętować się swoimi osobistymi znakami.
Cóż, stworzył w ten sposób precedens. 26 lat później generał MacArthur do ostatniego podpisu pod aktem kapitulacji Japonii użył pióra należącego do żony, zamiast podawanego mu przez adiutanta służbowego pióra Marynarki. Ośmielam się sądzić, że jego intencje jednak nie były aż tak eleganckie, jak byłego prezydenta. 35 lat później Lech Wałęsa podpisał Porozumienia Sierpniowe gigantycznym, czerwonym długopisem, który podobno należał do jego syna. Jego też nie podejrzewam go o eleganckie intencje.

Komentarze

  1. Długopis miał 40 cm, wykonany był z plastiku, z kolorową fotografią Jana Pawła II w środku i metalowym łańcuszkiem na końcu. Pochodził z wytwórni Ludwika Górki z podkrakowskich Myślenic. "Kiedy 31 sierpnia 1980 r. Lech Wałęsa podpisał nim tekst z takim trudem wynegocjowanych porozumień, zaskoczeni byli wszyscy - i delegacja rządowa, i członkowie MKS, i ci, którzy śledzili historyczny moment przed telewizorami. Wałęsa opowiadał potem: 'Na strajku miałem zwyczaj wychodzić przed bramę i mówić o pertraktacjach. Podczas takiego przemówienia ktoś wetknął mi do ręki jakiś przedmiot na łańcuszku. Najpierw myślałem, że to jakieś berło. Patrzę, a to ogromy długopis. Spodobał mi się. Zabrałem go ze sobą.'" Nie muszę wspominać, że po pamiętnym 31 sierpnia Ludwik Górka nie mógł nadążyć z produkcją ;-)

    Zagadka długopisu-giganta wyjaśniona :-)

    Źródło: "Rewolucja Solidarności. Polska od sierpnia 1980 do grudnia 1981" - "Polityka" wydanie specjalne nr 4/2005, 8 sierpnia 2005, indeks 381-055.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty